Paul Celan: PIEŚŃ PRZESILENIA SŁONECZNEGO
Nie możesz - gdy w południe rozdrapujesz rany snów -
odmawiać we śnie hołdu jego ślepej kochance:
stacza się z godzinami ku dolinie, by wolny był czas dla tych, którzy chodzą w blasku księżyca
po dachu twojego świata, rozbłyskującym przyszłym błękitem;
dla niego, który cię mierzył i ważył, i który na końcu złoży cię do grobu;
który wydobył ci z łona dziecko o płomiennych włosach osaczenia -
jak możesz odmówić mu łaski oka, które patrzy na niego oślepione:
tylko tutaj odbija się dla niego wyśniona gwiazda twoich skroni;
tylko tutaj rozpoznaje pchnięcie włóczni w twoje serce.
Jak czarnym pozwalasz mu być w dolinie! A wysoko wszystko lśni i tryska iskrami!
Udajesz, jakby istniał jeszcze ktoś drugi, kto szedłby dźwigać
skalny ciężar twojego czasu, abyś innym lżej okrawał
uderzenie godziny bez godziny, promienny wiatr tysiąclecia...
O kamienne maszty melancholii! O ja pośród was — żywy!
O ja pośród was, żywy i piękny - a ona nie śmie się do mnie uśmiechnąć...
(tł. Ela Binswanger)
*
Paul Celan: GESANG ZUR SONNENWENDE
Du kannst, wenn du mittags die Wunden der Träume schlägst,
im Schlaf nicht verweigern die Huld seiner blinden Geliebten:
er rollt mit den Stunden zutal, dass frei sei die Zeit für jene, die Wandeln bei Mondschein
über das Dach deiner Welt, das aufglänzt von künftiger Bläue;
ihm, der dich mass und dich wog und zuletzt noch zu Grab legt;
der dir hob aus dem Schosse dein Kind mit dem Flammenhaar der Umachtung -
wie kannst du die Huld ihm verwehren des Augs, das geblendet ihn anblickt:
hier einzig spiegelt sich ihm der schwärmende Stern deiner Stirnen;
den Lanzenstich in dein Herz erkennt er nur hier.
Wie schwarz du ihn sein lässt im Tal! Und oben gleisst es und sprüht!
Du tust, als wäre noch ein zweiter, der ginge zu dulden
die Felsenlast deiner Zeit, dass du andern leichter beschneidest
den Stundenschlag ohne Stunde, den Strahlenwind des Jahrtausends...
Bukareszt, 1947