Mary de La Rivière Manley: SONG / Piosenka
Och, niebezpieczni kochasie, już wy lepiej milczcie,
O tej szczęśliwej bogince, co ją wielbicie i czcicie;
Gdy wasze oczy błyszczą na dźwięk jej imienia,
Ja szaleję - pragnąc większego płomienia.
Jeśli możecie tym ogniem rozgrzać czyjeś serce,
Wszechogarniającym otaczając je ciepłem,
Och, niebezpieczni kochasie, cóż byście stracili,
Gdybyście się choć raz do mnie zapalili?
(tł. Ela Binswanger, piosenka z komedii „The Lost Lover or The Jealous Husband” (~ „Zagubiony kochanek albo zazdrosny mąż”)
*
Mary de La Rivière Manley lub Mary Delarivier Manley, zwana „Delią” (7 kwietnia 1663 na wyspie Jersey - 11 lipca 1724 w Londynie) - brytyjska pisarka i dziennikarka, twórczyni pierwszego w historii pisma przeznaczonego dla kobiet. Należy do najbardziej intrygujących, a zarazem długo marginalizowanych postaci literatury angielskiej przełomu XVII i XVIII wieku. Była dramatopisarką, autorką prozy politycznej i satyrycznej, a także jedną z pierwszych kobiet utrzymujących się zawodowo z pisania.
Zaliczana bywa do tzw. „triumwiratu dowcipu” obok Aphry Behn i Elizy Haywood - trzech autorek, które w różny sposób naruszały obowiązujące normy dotyczące kobiecej obecności w przestrzeni publicznej i literackiej.
W lecie 1709 roku wraz z grupą przyjaciółek założyła dwutygodnik „The Female Tatler” („Plotkara”, dziś „Tatler” to nazwa znanego brytyjskiego magazynu o tematyce lifestylowej, celebryckiej i arystokratycznej). Była to pierwsza tego typu gazeta, zajmująca się szerokim spektrum tematów od polityki krajowej, zagranicznej i kwestii społecznych po tematy plotkarskie. Była to także pierwsza gazeta redagowana w całości przez kobiety.
Już pod koniec tego samego roku jeden z krytycznych artykułów spowodował reakcję środowisk arystokratycznych Londynu i poddanie pisma cenzurze, co drastycznie zmieniło styl pisma i jego tematykę. Zniechęcona redaktorka opuściła gazetę, ta jednak pozostała na rynku.
W 1711 zastąpiła Jonathana Swifta na stanowisku redaktora pisma „The Examiner”.
Najgłośniejszym dziełem Manley była powieść „The New Atalantis” (1709), stanowiąca hybrydę romansu, satyry i politycznego pamfletu. Tekst ten przedstawiał środowisko elit politycznych i towarzyskich w formie zawoalowanych, lecz czytelnych aluzji, łącząc fikcję literacką z czymś, co dziś nazwalibyśmy „ujawnianiem kulis władzy”.
Publikacja wywołała skandal i doprowadziła do aresztowania autorki - co samo w sobie świadczy o sile oddziaływania jej pisarstwa. Manley operowała strategią, którą można określić jako retorykę skandalu: ujawniała to, co oficjalnie przemilczane, jednocześnie chroniąc się pozorem fikcji.
Recepcja twórczości Manley była silnie naznaczona jej płcią. Krytyka często nie oddzielała tekstu od autorki, a zarzuty niemoralności kierowane pod jej adresem miały charakter nie tylko estetyczny, lecz także społeczny. Sama Manley sugerowała, że większe oburzenie niż treść jej utworów budził fakt, iż to kobieta pozwala sobie na taką swobodę wypowiedzi, płeć była zarzutem.
W tym sensie jej twórczość można czytać jako wczesną formę protofeministycznej interwencji: nie tyle programowej, ile praktycznej - polegającej na przekroczeniu granic, które kobietom wyznaczano.
W przytoczonej piosence z komedii „The Lost Lover or The Jealous Husband” ujawnia się charakterystyczny dla Manley sposób ujmowania relacji erotycznych. Miłość nie jest tu stanem czystego uczucia, lecz przestrzenią negocjacji, rywalizacji i sugestii, grą wpływów.
Peelka nie prosi o uczucie - raczej proponuje jego przesunięcie: to, co zostało skierowane ku jednej kobiecie („szczęśliwej bogince”), mogłoby zostać przekierowane gdzie indziej. Kluczowa jest tu formuła: „gdybyście się choć raz do mnie zapalili” - zakładająca, że uczucie może zostać wywołane, a nawet „wmówione”. Taki sposób myślenia podważa romantyczny model miłości jako spontanicznego i niekontrolowanego doświadczenia.
Manley posługuje się językiem podwójnym: z jednej strony stylizowanym (mitologiczne odniesienia, konwencja pastoralna), z drugiej - nacechowanym ironią. Wprowadzenie figury „boginki” [„Nymph”] nie tyle idealizuje, co subtelnie ją podważa: wskazuje na mechanizm projekcji, w którym mężczyźni sami konstruują obiekt swojego uwielbienia. W tym sensie język Manley nie opisuje świata, lecz go demaskuje, posługując się językiem jako narzędziem do obnażenia prawdy.
Z dzisiejszej perspektywy twórczość Manley można postrzegać jako formę wczesnej publicystyki literackiej - łączącej narrację, plotkę i komentarz polityczny. Jej teksty sytuują się na granicy między literaturą a dyskursem publicznym, wykorzystując formę fikcji do formułowania realnych diagnoz społecznych.
Postać Delarivier Manley pokazuje, że literatura może funkcjonować jako narzędzie ingerencji w rzeczywistość społeczną - nawet wtedy, gdy przyjmuje formę pozornie lekką lub rozrywkową. Jej twórczość, długo traktowana jako marginalna lub skandaliczna, dziś może być odczytywana jako świadectwo wczesnej świadomości mechanizmów władzy, płci i reprezentacji.
Jedna z najlepiej udokumentowanych afer w jej życiu pokazuje, jak fakty i interpretacje od początku były splecione. Około 1688 Delarivier związała się ze swoim kuzynem, Johnem Manley.
Po pewnym czasie wyszło na jaw, że miał już żonę, czyli był to przypadek bigamii (z jego strony). Ale nie jest do końca pewne, czy ona wiedziała, że on jest już żonaty.
I tu są dwie wersje (obie funkcjonują w źródłach): 1. wersja „niewinna” - została oszukana, weszła w związek w dobrej wierze, po ujawnieniu sprawy stała się ofiarą skandalu; 2. wersja „podejrzliwa” (częściej powtarzana przez jej przeciwników) - wiedziała lub się domyślała, mimo to weszła w relację, ergo, była „niemoralna” (czytaj: wygodny pretekst do ataku).
Skandal był publiczny i sądowy: jej reputacja została poważnie naruszona, ale... podobne zachowania mężczyzn rzadko niszczyły ich kariery, czyli klasyka: czyn wspólny, konsekwencje asymetryczne.
I teraz najciekawsze - interpretacyjnie: To doświadczenie bardzo prawdopodobnie wpłynęło na jej pisanie: obsesja na punkcie hipokryzji mężczyzn, demaskowanie fałszywych moralności, traktowanie relacji jako gry, nie ideału. Czyli to, co w przytoczonej piosence, ma swoje źródło nie tylko w konwencji, ale w biografii.
*
W przypisie fragment artykułu Ludwika Stommy pt. „Na zdrowie pań!”, Polityka z 21 listopada 2009
Fragment tekstu L. Sommy:
W tych właśnie czasach mieszkała w Londynie niejaka Mary de la Riviére Manley. Pierwszy człon nazwiska mówi nam już właściwie wszystko. Oczywiście jest swoistym paradoksem dziejowym, że jedna z linii heroicznie antybrytyjskich de la Riviére?ów zangliczała i skoligaciła się z jakimiś Manleyami. Nie zmieniło to jednak, jak się okazuje, charakteru przedstawicielek zasłużonego rodu. Trudno po wiekach stwierdzić, na ile zasłużoną miała Mary de la Riviére opinię uwodzicielki i femme fatale. Pewne, że na zuchwałości jej nie zbywało. Latem 1709 r. zdecydowała się oto wydawać przez siebie i parę przyjaciółek redagowane pismo dla kobiet ?The Female Tatler? (?Plotkarka?). Pierwsze tego rodzaju w dziejach.
Owszem, już od czerwca 1693 r. księgarz londyński John Dunton publikował, pod tytułem ?The Ladie?s Mercury?, odpowiedzi na listy czytelniczek. Miały one im udzielać porad ?dotyczących miłości, życia małżeńskiego, ubioru i honoru płci pięknej ? panien, żon i wdów, z gorliwością i delikatnością tej płci należną?. Po pierwsze, było to jednak pismo prowadzone wyłącznie przez mężczyzn, reprezentujące więc par excellence męski punkt widzenia, po drugie, nie wychodziło poza obiecany krąg garderobiano-matrymonialny. Chociaż Dunton i jego ludzie pozwalali sobie na frywolne i skandalizujące tony, o kobietach i ich zainteresowaniach mieli, jak widać, wyobrażenie, najłagodniej mówiąc, tradycjonalistyczne.
Dwutygodnik Mary de la Riviére Manley, a właściwie lady Crackenthorpe, takiego bowiem używała teraz pseudonimu, był tutaj prawdziwym przełomem, nie tylko z tego względu, że redagowała go kobieta. Na łamach ?The Female Tatler?, który zdobył sobie od razu nadspodziewanie wiele lektorek, ukazywały się, pisane barwnie i z temperamentem, artykuły na wszelkie właściwie tematy, z polityką krajową i międzynarodową czy kwestiami społecznymi włącznie. Nie unikała też, rzecz jasna, lady Crackenthorpe owych ?klasycznie kobiecych? sensacyjek alkowianych. I, paradoksalnie, tu właśnie powinęła się jej noga.