LOGOWANIE

NEWSLETTER

WYSZUKIWARKA

POEZJA 21.01.2024 09:38
Neale Osborne: William Butler Yeats

William Butler Yeats: ŻEGLUJĄC DO BIZANCJUM


I

To nie jest kraj dla starych ludzi. Młodzi,

Miłośnie spleceni, ptaki na drzewach

- Ten pokoleń przemarsz - pieśnią uwodzi,

Kaskady łososi, morza w makrelach,

Ryby, ptaki, ssaki - w pełni sił teraz,

Wszystko, co poczęte, żyje, umiera.

W swym zmysłowym tańcu wciąż uwikłane,

Gdzieś o myśl wieczną ma nadmierne dbanie.


II

Lecz człowieka starość, to wiek żałosny,

Jest jak strach na wróble, chyba że zdoła

Dusza się rozśpiewać, i to tym głośniej,

Im rozpadu oznak przybywa zgoła.

Nigdzie też szkół śpiewu, jest wszak nauka,

Gdy się w dokonaniach własnych poszuka;

Dlatego żagle wciągam i poprzez morza

Do świętego miasta Bizancjum zdążam.


III

W Boga świętym blasku mędrcy błyszczący,

Niczym w złotym błysku mozaika piękna,

Płomień mi podajcie, wir niech żarzący

Mą duszę nauczy od mistrzów śpiewać.

I me biedne serce, z pragnienia chore,

W zdychającym zwierzu niech ogniem gore,

I nie wie, co to śmierć; z boskiej litości

Zabierzcie mnie w sztuczność waszej wieczności.


IV

A kiedy naturę rzucę na zawsze,

I ciała już uciech nie zaznam więcej,

Cesarz ze swym dworem niech mi przyklaśnie,

Gdy będę śpiewać na złotej gałęzi

Ptakiem, jak mu greccy złotnicy dają,

Formą w litym złocie, złotą emalią,

Ku radości panów i dam Bizancjum,

W trwania i mijania odwiecznym walcu.


(z tomu "Wieża", 1928, tł. Ela Binswanger)



*


William Butler Yeats: SAILING TO BYZANTIUM


I

That is no country for old men. The young

In one another’s arms, birds in the trees

– Those dying generations – at their song,

The salmon-falls, the mackerel-crowded seas,

Fish, flesh, or fowl, commend all summer long

Whatever is begotten, born, and dies.

Caught in that sensual music all neglect

Monuments of unageing intellect.


II

An aged man is but a paltry thing,

A tattered coat upon a stick, unless

Soul clap its hands and sing, and louder sing

For every tatter in its mortal dress,

Nor is there singing school but studying

Monuments of its own magnificence;

And therefore I have sailed the seas and come

To the holy city of Byzantium.


III

O sages standing in God’s holy fire

As in the gold mosaic of a wall,

Come from the holy fire, perne in a gyre,

And be the singing-masters of my soul.

Consume my heart away; sick with desire

And fastened to a dying animal

It knows not what it is; and gather me

Into the artifice of eternity.


IV

Once out of nature I shall never take

My bodily form from any natural thing,

But such a form as Grecian goldsmiths make

Of hammered gold and gold enamelling

To keep a drowsy Emperor awake;

Or set upon a golden bough to sing

To lords and ladies of Byzantium

Of what is past, or passing, or to come.


"The Tower",1928



Przypisy:
[1]:

William Butler Yeats: Żeglując do Bizancjum

(tł. Bogdan Czaykowski)


I

Ten kraj nie jest dla starców. Młodzi

Tu chodzą w objęciach, ptaki w drzew listowiu

- ich pokolenia śmiertelne - oddane śpiewaniu. 

Kaskady pełne łososi, w morzach ławice makreli, 

Ryba, ciało i ptactwo sławią tu całe lato

Co poczęte, co rodzi się i co umiera.

Schwytane w sieć muzyki zmysłów

Pomijają pomniki nieśmiertelnego umysłu.


II

Być starcem to już tylko marność,

Znoszony, postrzępiony płaszcz na kiju,

Chyba że dusza klaśnie w dłonie i zaśpiewa,

I głos wzniesie dla wszystkich, którzy są śmiertelni, 

A szkoła śpiewu ta - to jest zgłębianie

Pomników duszy dostojeństwa,

I przeto przepłynąłem morza i przybyłem

Do Bizancjum miasta świętego.


III

Mędrcy którzy stoicie w świętych ogniach Boga 

Jak w pozłacanej mozaice na murze,

Wystąpcie z świętych ogni, zatoczcie spiralę, 

Bądźcie mistrzami śpiewu mojej duszy. 

Przepalcie serce; chore z upragnienia, 

Uwięzione w powłoce mrącego zwierzęcia, 

Ono nie wie czym jest; a mnie w arcydzielne 

Artificjum wieczności unieście.


IV

Wyzwolony z natury już nigdy nie wezmę 

Nasię cielesnej formy naturalnych rzeczy; 

Lecz tylko takie jakie tworzy grecki złotnik,

Z kutego złota, złoconej emalii

Żeby oczu nie zamknął snem morzony cesarz; 

Lub tego ptaka co z gałęzi złotej śpiewa 

Wielmożnym damom i panom Bizancjum

O tym, co przeminęło, mija, albo będzie.


z: "Fraza", nr 4 (50), 2005


[2]:

William Butler Yeats: Odjazd do Bizancjum

(tł. Czesław Miłosz)


I

To nie jest kraj dla starych ludzi. Między drzewa 

Młodzi idą w uścisku, ptak leci w zieleni, 

Generacje śmiertelne, a każda z nich śpiewa, 

Skoki łososi, w morzach ławice makreli.

Całe lato wysławiać będą chóry ziemi 

Wszystko, co jest poczęte, rodzi się, umiera. 

Nikt nie dba, tą zmysłową muzyką objęty, 

O intelekt i trwałe jego monumenty.


II

Nędzną rzeczą jest człowiek na starość, nie więcej 

Niż łachmanem wiszącym na kiju, i chyba

Że dusza pieśni składać umie, klaśnie w ręce,

A od cielesnych zniszczeń pieśni jej przybywa. 

Tej wiedzy w żadnej szkole śpiewu nie nabędzie, 

W pomnikach własnej chwały tylko ją odkrywa. 

Dlatego ja morzami żeglując przybyłem

Do świętego miasta Bizancjum.


III

O mędrcy, gorejący w świętym boskim ogniu

Jak na mozaice u ścian pełnych złota,

Wyjdźcie z płomienia, co żarem was oblókł, 

Nauczcie, jak mam śpiewać, podyktujcie słowa. 

Przepalcie moje serce. Chore jest, pożąda,

I kiedy zwierzę z nim spętane kona,

Serce nic nie pojmuje. Zabierzcie mnie z wami

W wieczność, którą kunsztownie zmyśliliście sami.


IV

A kiedy za natury krainą już będę,

Nigdy formy z natury wziętej nie przybiorę. 

Jak u greckich złotników tak formę wyprzędę 

Wplatających w emalię liść i złotą korę, 

Ażeby senny Cesarz budził się ze dworem, 

Albo tę, jaką w złotej wykuli gęstwinie,

Żeby śpiewała panom i damom Bizancjum 

O tym, co już minęło czy mija, czy minie.


z: "Odjazd do Bizancjum. Wieża". Przekład i wstęp Czesław Miłosz, 2004


[3]:

William Butler Yeats: Żeglując do Bizancjum

(tł. Jolanta Kozak)


I

To nie jest kraj dla starych ludzi, młodzi

W ramionach młodych, ptaki w swoich pieśniach - 

Ginące pokolenia - w róż ogrodzie,

Makreli morze, łososiowa rzeka;

Ptak, ssak i ryba latem zalecają

Poczęcie, które rodzi się do śmierci,

Tak uwikłane w swój zmysłowy taniec,

Pomniki myśli wiecznej mają za nic.


II

Człowiek leciwy - przedmiot wzmianki niewart, 

Znoszony płaszcz na kiju - póki w ręce

Nie klaśnie dusza i w głos nie zaśpiewa

Za każdą łatę na ziemskiej sukience.

I nie dla lekcji śpiewu, lecz na chwałę 

Pomnikom własnej swojej wspaniałości. 

Dlatego żagle rozwijam i gnam tu,

Ku wieżom miasta świętego Bizancjum.


III

O, mędrcy, w święty ogień oprawieni

Jak w pozłocistą mozaikę na ścianie, 

Porzućcie dla mnie święty krąg płomieni

I duszę moją natchnijcie śpiewaniem, 

Pochłońcie serce moje: chucią chore

I w konającym zwierzęciu zamknięte,

Nie wie, czym jest; ja ponad serca sprzeczność 

Ulecę z wami w sztuczność - czyli wieczność.


IV

Raz uwolniony z natury, już więcej

Nie przyjmę formy żyjącej istoty,

Lecz tę jedynie, którą Greków ręce

Kuły ze złota, nie szczędząc pozłoty,

By cesarz z nudów nie oddał się drzemce; 

Z gałęzi złotej śpiewać będę o tym 

Panom i paniom w Bizancjum krainie, 

Co przeminęło, co mija, co minie.


z: "Przekładaniec", nr 9, jesień 2001 - zima 2002


[4]:

William Butler Yeats: Odpływając do Bizancjum

(opr. Stanisław Barańczak)


I

Ląd, który mam za sobą, to nie kraj dla starca. 

Splecione ciała młodych, drzewa pełne treli 

Ptaków, którym na jedną pieśń życia nie starcza, 

Wędrujące łososie, ławice makreli:

Przez całe lato huczy wrzawa bałwochwalcza 

Poczęć, narodzin, zgonów. Wszyscy zapomnieli 

W tej hipnotycznej zmysłów muzyce, jak wiele 

Znaczy trwałość dzieł, które buduje intelekt.


II

Człowiek na starość staje się żałosnym śmieciem, 

Łachmanem zwisłym z żerdzi - chyba, że ma w duszy 

Śpiew, który tym radośniej i głośniej się niesie,

Im bardziej glinę ciała przemijanie kruszy.

Nie w szkole wokalistyki - w ciągłym procesie 

Kontemplacji pomników własnego geniuszu

Dusza ustawia sobie głos. Dlatego z krańców

Świata płynę do świętej stolicy - Bizancjum.


III

Mędrcy, którzyście dotąd w Bożym ogniu stali 

Niby w centrum złocistej mozaiki na ścianie, 

Wyjdźcie z świętych płomieni, spłyńcie po spirali 

Tutaj - nauczcie duszę, czym ma być śpiewanie. 

Niech żar wiedzy na popiół moje serce spali: 

Chore od żądz, zaszyte w zwierzęce zdychanie 

Ciała - nie zna tej sztuki; pozwólcie mi osiąść

W sztucznym, kunsztownym świecie, nazwanym wiecznością.


IV

A gdy rzucę naturę, moją formą jawną

Nie będzie odtąd żaden kształt naturze znany: 

Powrócę jako drzewko, które sztuką sławną 

Greccy złotnicy kuli, aby brzęk blaszanych 

Listków chronił cesarza przed sennością; albo 

Ptak, na złotej gałązce zmyślnie mocowany, 

Aby śpiewał w Bizancjum wielmożom i damom 

O czasach, które przeszły, mijają, nastaną.


z: "Od Chaucera do Larkina. 400 nieśmiertelnych wierszy 125 anglojęzycznych z 8 stuleci". Antologia w wyborze, przekładzie i opracowaniu Stanisława Barańczaka, 1993


[5]:

William Butler Yeats: Żeglując do Bizancjum

(tł. Ludmiła Marjańska)


I

To nie jest kraj dla starych ludzi. Młodzi

Objęci ramionami, ptaki w gałęziach drzew - 

Ginące pokolenia - nucące swój śpiew, 

Wodospady łososi, pełne makreli wody,

Ryby, zwierzyna, ptactwo, jak lato długie opiewa 

Wszystko, co się poczyna, umiera i rodzi.

Nie dba, kogo muzyka zmysłów pochłonęła,

O wiecznie młody umysł i o jego dzieła. 


II

Starzejący się człowiek jest rzeczą żałosną,

Zdartym łachem na kiju, jeśli nie powstanie,

By śpiewać, klaszcząc w dłonie, i śpiewać tym głośniej, 

Im więcej strzępów w śmiertelnym przebraniu.

Jedyną szkołą śpiewu zaś jest studiowanie

Pomników własnej duchowej świetności.

Dlatego żeglowałem po morzach, by wreszcie

Stanąć w Bizancjum, starym, świętym mieście. 


III

O mędrcy, których święty ogień Boga sięgnął,

Jak na złoconych mozaikach na murze,

Wyjdźcie z ognia świętego, otoczcie mnie w kręgu, 

Zacznijcie uczyć śpiewu moją duszę.

Wypalcie moje serce. Z pożądania chore, 

Związane ze zwierzęcym, zdychającym stworem, 

Nie wie, czym jest. Wy mnie więc unoście

W wymyślną sztukę wieczności. 


IV

Raz już poza stworzeniem, nigdy nie przybiorę 

Mej cielesnej postaci z pierwotnej istoty,

Ale taką, jaką grecki złotnik czynił, formę 

Wezmę: z kutego złota i emalii złotej,

By senny cesarz zasnąć nie był skory

Lub na złotej gałęzi będę śpiewał o tym,

Co przeminęło, przyjdzie, co mija jak w tańcu, 

Szlachetnym panom i paniom Bizancjum. 


z: "Poezje wybrane". Wybór, przekład i słowo wstępne Ludmiła Marjańska, 1987


[6]:

William Butler Yeats: Płynąc do Bizancjum

(tł. Antoni Libera)


I

To nie jest kraj dla starych. Tutaj wciąż rozbrzmiewa

Godowa pieśń młodości - kolejnych pokoleń

Ludzi z dolin i z wyżyn, i ptaków na drzewach,

I łososi żyjących w podwodnym żywiole.

Przez całe długie lato te wszystkie stworzenia

Będą sławić poczęcie, zgon i narodziny,

Nie zwracając uwagi w tych zmysłowych pieniach,

Że umysł tworzy dzieła z lepszej, trwalszej gliny.


II

Człowiek na stare lata robi się żałosny

Jak znoszone ubranie wiszące na haku,

Chyba że jego dusza ma dar wiecznej wiosny

I śpiewa tym donośniej, im więcej jest znaków

Rozkładu ciała, ale ? nie dla wyrażenia

Bólu, tylko na chwałę własnej genialności.

Dlatego do Bizancjum, stolicy świętości,

Wyruszam dzisiaj w drogę na skrzydłach natchnienia.


III

O mędrcy, których święty, boski ogień spala.

Jak na tamtej mozaice wyłożonej złotem,

Zstąpcie z muru na ziemię czarodziejskim lotem

I nauczcie mą duszę, jak śpiewem ocalać.

Niech moje grzeszne serce wreszcie się wyzwoli

Z tego, co w nim zwierzęce, czyli z umierania,

I przez to raz na zawsze wkroczyć mi pozwoli

W świat cudownej sztuczności i wiecznego trwania.


IV

A gdy się to już stanie, gdy rzucę naturę,

Już nigdy nie przybiorę żadnej jej postaci.

Z ł o t e g o  b i b e l o t u  będę mieć fakturę,

Którym cieszą swe oczy władcy i magnaci;

Albo ptaszka ze złota na złotej gałęzi,

Którego rzeźbiarz po to w ten sposób uwięził,

Aby możnym w Bizancjum śpiewał na wezwanie,

Co minęło, co mija albo co nastanie.


z: "twórczość", tworczosc.com, 7.8.22)



zapisz jako pdf
zapisz jako doc (MS Word)
drukuj

KOMENTARZE

Kwiecień
Pn
Wt
Śr
Cz
Pt
So
N
01
02
03
04
05
06
07
08
09
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
01
02
03
04
05