LOGOWANIE

NEWSLETTER

WYSZUKIWARKA

RECENZJA 09.10.2018 08:55
zdj. Wojtek Smarzowski /©AKPA
 

Film "Kler" jest przede wszystkim filmem przeraźliwie smutnym. Mimo pewnych akcentów satyrycznych. Zresztą satyra z zasady jest wesoła i smutna zarazem, słodko-gorzka pigułka... Tym razem o wiele bardziej gorzka, niż słodka - gorzka to piguła do przełknięcia nie tylko przez tytułowy kler, ale i przez kochające kler i Kościół społeczeństwo. Czas na leczenie, bo diagnoza została już dawno postawiona, choć, jak to z przykrą dla chorego diagnozą, długo wypierana. Ale rak to rak, nie da się oszukać, nieleczony melduje się przerzutami, aż w końcu wyczerpany chory musi się poddać leczeniu. I tylko pytanie, czy leczenie zda się jeszcze na cokolwiek? Czy nie jest za późno?


Słowo "kler" wywodzi się z łacińskiego a to z kolei z greckiego korzenia: łaciński clerus to grecki κλερος (klēros), czyli "los, stan (wybrany)". Kogo spotyka taki "wybrany los"? Kogo wybiera los do takiego stanu? Czy jest to powołanie (tylko co to takiego? wewnętrzny głos? autentyczna potrzeba "służenia wiernym"?), czy wypchanie (przez rodzinę, opiekunów?), zauroczenie (papież Benedykt XVI zwierzał się, jak to już jako chłopiec chciał zostać biskupem, bo zachwycił go imponujący strój biskupa, który akurat zawitał do jego wioski, a wokół sama szarzyzna i zwyczajność), czy zaślepienie (idealizowanie stanu duchownego połączone z nieznajomością realiów wewnątrz Kościoła jako instytucji?)? 


Możliwy jest jeszcze jeden motyw, który rozważa Ekke Overbeek w swojej książce "Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim Kościele mówią" (2013), ale do tego wrócę później.


Bohaterami "Kleru" są trzej księża, koledzy z czasów młodości. Szczególnie mocno złączeni przeżytą razem katastrofą, pożarem, który każdego z nich mógł kosztować życie. Przeżyli i rokrocznie obchodzą wspólnie rocznicę uratowania, a jak "chwalą Pana za darowanie życia", widzimy w scenie otwarcia filmu. Każdy z nich zrobił swoją karierę w firmie "Kościół" i poprzez życie każdego z nich pokazany jest Kościół i jego struktury od środka i z różnych stron. 




A więc najpierw strona prywatna: ksiądz Tadeusz Trybus* trafił po seminarium do wiejskiej parafii gdzieś na Podkarpaciu, marna to egzystencja, bo właściwie cóż takiego umie robić? Spowiadać? To trochę mało w świecie, w którym trzeba zarobić na potomstwo... a potomstwo akurat umiał zrobić. Jak sobie poradzi? Ksiądz Andrzej Kukuła, typ "poczciwy klecha", jest uwikłany w podejrzenia o pedofilię i na jego przykładzie widzimy niczym w podstawionym zwierciadle, jak zachowuje się polskie małomiasteczkowe społeczeństwo wobec takiego podejrzenia, a jak podchodzi do takiego problemu hierarcha Kościoła w Krakowie.


I trzeci "kolega-kleryk", ksiądz Leszek Lisowski, karierowicz w międzynarodowej korporacji, jaką de facto jest współczesny Kościół Katolicki zarządzający ogromnym majątkiem i - jak to jest z wielkimi pieniędzmi - na różne sposoby współpracujący z bankami, polityką, biznesem i, last but not least, mafią - pamiętamy aferę Vatileaks z roku 2012, skandal spowodowany "wyciekiem" do mediów tajnych dokumentów dotyczących kulisów finansów Watykanu? Nie pamiętamy? Kto pamięta, ten pamięta, a kto nie pamięta, ten nie chce pamiętać! Kościół, a już zwłaszcza Kościół polski nie chce pamiętać, dlatego wydarzenia wokół ujawnienia korupcji i marnotrawstwa w Watykanie w polskich mediach praktycznie nie istnieją. 


A tu tymczasem, po dwudziestu jeden rozprawach (!) Trybunał Państwa Watykańskiego wydał w lipcu 2016 roku wyrok 18 miesięcy więzienia na hiszpańskiego duchownego, Lucia Ángela Vallejo Baldę, który ujawnił tajne dokumenty. W czasie trwania procesów pod murami Watykanu odbywały się pikiety w obronie wolności słowa i laickości państwa. Czy nasza polska korespondentka z Włoch, Agnieszka Zakrzewicz, specjalizująca się w tematyce Watykanu i Kościoła, sympatyzująca z krakowskim stowarzyszeniem racjonalistów SWOR (dawniej PSR), autorka książek "Głosy spoza chóru" i "Watykański labirynt", co "Wiadomości" wypowiadała się w publicznej telewizji? Nigdy! Nie ona! W telewizji publicznej sprawy Watykanu i Kościoła relacjonuje Magdalena Wolińska-Riedi, jak wszyscy wiemy, nieomal na kolanach. 


Przyznać jednak trzeba, że był czas, kiedy dało się w polskiej telewizji publicznej mówić więcej, niż tylko pozytywy:




Więc jeszcze jeden bohater filmu, właściwie to "nadbohater", arcybiskup Mordowicz, urzędujący w krakowskiej kurii, zawiadujący grubymi finansami, masowymi kościelnymi uroczystościami i budową kolejnych sanktuariów w kraju pełnym kościołów, cyniczny i wszechwładny hierarcha, trzymający tajemnice Kościoła - i własne - w dźwiękoszczelnych ścianach kurii, które jednak, jak się okazuje przy dzisiejszych możliwościach technicznych, nie są nieprzepuszczalne.


A właśnie o to chodzi w instytucji powstałej w głębokim średniowieczu i średniowiecznymi zasadami się rządzącej, w trzymaniu prawdy pod kluczem, w trzymaniu wyznawców z dala od wewnętrznych spraw Watykanu, w ukrywaniu, jak to wszystko tak naprawdę funkcjonuje. Ale że żyjemy w czasach wydobywania na światło dzienne wszelkich informacji, w erze informatycznej, która odmienia i odmieni świat na zupełnie inny, taka instytucja jak Kościół, bazująca na utrzymywaniu rzeszy wiernych w nieświadomości, długo na takiej zasadzie jechać nie może. Zresztą już od czasów Oświecenia, wypierania wiary przez wiedzę, nie ma lekko. 


Piszący o kłopotach Kościoła Tomasz Krzyżak w weekendowym magazynie Plus Minus Rzeczpospolitej poświęconym tematowi pod zbiorczym tytułem "Kościół do remontu", z 29-30 września 2018, zaraz po piątkowej premierze "Kleru", zaczyna w te słowa: 


Kościół atakowany jest od wielu lat. Chyba każdy, kto choć trochę interesuje się historią, zgodzi się z twierdzeniem, że próby dyskredytowania, obniżania autorytetu czy kontestowania jego nauczania trwają - z różnym natężeniem - mniej więcej od połowy XVIII wieku. Podwalin tego ataku trzeba - rzecz jasna - szukać w wydarzeniach rewolucji francuskiej. Ówczesna, zajadła i częstokroć krwawa, wojna z katolicyzmem, miała wyrzucić go na margines, a nawet całkowicie wyrugować z życia społeczeństwa /.../ Kościołowi udało się przetrwać, ale narracja o potrzebie nieustającej walki z nim utrwaliła się w społeczeństwach Zachodu i trwa do dziś. /.../ 


Gigantyczny - szczególnie w ostatnich latach - rozwój mediów, gdy informacja z kontynentu na kontynent nie idzie już tygodniami czy miesiącami, lecz obiega cały świat w kilka sekund, sprawił, że Kościół nieustannie jest pod pręgierzem. Nie podoba się nauczanie w kwestii antykoncepcji, nie podoba się jego podejście do prokreacji. /.../ Teraz solą w oku są lekcje katechezy w szkołach, krzyże w przestrzeni publicznej. Drażnią rezydencje, w których mieszkają biskupi. Samochody, którymi się poruszają. Dziś na tapecie jest pedofilia. Nie twierdzę, że problemu nie ma. Jest, i to poważny...


Ale konstatuje: Kościół jest w kryzysie, lecz może z niego wyjść wzmocniony.


Ciekawe jakim cudem? Bo Kościół nie jest atakowany za niewinność. Kościół sam się dekonstruuje, a od czasów Oświecenia coraz więcej ludzi wie, jaka jest historia Kościoła, jakie grzechy ma na swoim koncie i na jakich strukturach się opiera. I w erze informatycznej nie ma już możliwości zatrzymania procesu ujawniania prawdy, nie pomogą żadne klauzule poufności, żadne śluby milczenia, żadne groźby ekskomuniki, watykańskie sądy i więzienia... Kościół sam sobie nagrabił taką masę krytyczną grzechów, że w końcu musiał powstać taki film jak "Kler" nawet w tak katolickim kraju jak Polska. I - jak się okazuje - ludzie walą do kin drzwiami i oknami! Chcą wiedzieć! Powiem więcej, szukają potwierdzenia tego, co już dawno wiedzą, ale nie oficjalnie: że Kościół święty nie jest! I prawda ta nie jest kwestią chwilowego kryzysu, z którego Kościół się podniesie i znowu jakby nigdy nic założy aureolę. A dlaczego?


Bowiem męscy bohaterowie "Kleru" to nie wszystko. Jest jeszcze jeden bohater filmu: Seks. I jest to znacząca rola, właściwie najważniejsza... Kościół próbuje seks na wszelkie możliwe sposoby zadławić, zakłamać, zakląć, ale guzik z tego! Seks to najpotężniejszy przeciwnik Kościoła, nic nie pomoże umawianie się, że go nie ma. Widzimy to w każdej ścieżce życiowej naszych fikcyjnych bohaterów "Kleru" i w niezliczonych ścieżkach kleru w rzeczywistości coraz obficiej ujawnianych publicznie. Zasadniczo są trzy normalne sposoby ułożenia się z seksem: hetero, homo i auto. Jak wiemy, wszystkich trzech Kościół zabrania. Ale seks zna swoje sposoby, jeśli nie tak, i nie tak, i nie tak, to tak, jak się da, jeśli nie normalnie, to nienormalnie. Choćby wykorzystując tych, którzy nie mogą, nie są w stanie się bronić, dzieci i młodzież. Zresztą dewiacji jest trochę do wyboru, jednak ta jest wyjątkowo perfidna, bo ofiary seksualnych nadużyć same mogą potem szukać ofiar. Lub żyć w nieuleczalnej traumie.


Sprawa pedofilii w Kościele nie "jest [akurat] na tapecie", tylko jest - w kombinacji z zatajaniem - grzechem głównym Kościoła, a jaka jest jego skala, o tym dopiero świat się dowiaduje. Bo badania dopiero się zaczynają. I czy winnych spośród kleru jest "tylko" 3% (jak liczy się w Polsce), czy 10% (jak wyszło w Australii), w liczbach absolutnych dookoła świata, a tak się w epoce globalnej liczy, jest to ogromna ilość księży katolickich i odpowiednio wiele ofiar, bo każdy ksiądz-pedofil może wykorzystać kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt dzieci... I czy chodzi o pedofilię z definicji tylko z dziećmi przed okresem pokwitania, czy poszerzoną o dojrzewającą młodzież, Kościół odsuwając kobiety od męskiego świata, upierając się przy zaprzeszłych strukturach ściśle patriarchalnych, krzywdzi dzieci i dorosłych, krzywdzi społeczeństwo, i tych, których los "wybrał" na sługi Kościoła, kler.


Ekke Overbeek analizuje w swojej książce "Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim Kościele mówią" zjawisko, jego przyczyny i jego skutki. Stawia też tezę, że nie tyle (czy nie tylko) celibat jest temu winny, ale także pewna niewątpliwa atrakcyjność stanu duchownego dla osób ze skłonnościami pedofilskimi a priori. Kogo ciągnie ten "wybrany los"? Overbeek podaje, że już w latach 70. poddano w Ameryce 1,5 tysiąca księży badaniu psychologicznemu, z którego wynikało, że "od 20 do 25% księży miało poważne problemy psychiatryczne, a 60-70% duchownych było emocjonalnie niedojrzałych, przy czym problemy w tym zakresie dotyczyły w dużej mierze ich seksualności". Ciekawe, że badania te są tak odległe, jak wyglądałoby to dzisiaj, gdy metody badań są zapewne usprawnione, pozostaje bez odpowiedzi. I oczywiście w porównaniu z całą męską populacją. Czy Kościół przyciąga ludzi z problemami na tle seksualnym? Bardziej niż inne "firmy"?




Seks to płeć, i choć wiemy już, że bywa płynna, zasadniczo płeć to płeć męska i żeńska. Płeć żeńska odsuwana przez wieki jako "druga płeć" staje się coraz bardziej płcią równoważną. Równie ważną. Równie wykształconą, równie ambitną, równie świadomą, równie seksualną. Współpierwszą. I jeśli dodać te trzy faktory do siebie: bezsensowny celibat (bynajmniej niewywodzący się z Biblii), kompromitację z powodu skandali pedofilskich (finansowych i innych) oraz dyskryminację ludzi płci żeńskiej, to reforma Kościoła nie może się udać, a jeśli, to nie będzie to już Kościół. 


Co będzie, nie wiadomo, Yuval Noah Harari (autor głośnego "Homo Deus") w swoim najnowszym dziele "21 lekcji na 21 wiek" (2018, w polskich księgarniach wkrótce, ja czytałam w tłumaczeniu niemieckim) pochyla się nad pytaniem, co z religiami, ale oprócz tego, iż zauważa, że człowiek jest istotą o potrzebach transcendentalnych, nie wie, jakie narracje zastąpią wiary w bogów, co rozpali wyobraźnię człowieka przyszłości. Zgodnie z aktualnym trendem geopolitycznym religie podpinane są do polityki stawiającej na odrębność narodową, co - jeśli będzie nadal eskalowało - może doprowadzić do trzeciej wojny światowej, po której nie wiadomo, co będzie. Ale niemiecki filozof Richard David Precht w rozważaniach o przyszłości społeczeństwa informatycznego w książce "Myśliwi, pasterze, krytycy" (2018, nie wiem, kiedy na polskim rynku, czytałam w oryginale) mówi przede wszystkim, że zmieni się wszystko. Wszystko! Może więc zdąży, zanim dojdzie do katastrofy? 


Nie wiadomo też, jak w ostateczności zachowa się żeńska połowa ludzkości, czy większość kobiet poprze bezrefleksyjnie aż po fanatyzm konflikty religijne, czy wręcz przeciwnie, większość będzie konflikty łagodzić dbając o lokalne religijne obyczaje, o tradycyjne święta, istotne dla ludzkiej tożsamości, ale też o przeżycie w skali globalnej?... Zmiany tak czy tak dzieją się na naszych oczach, era informatyczna to nie jest powtórka z historii, to czasy zupełnie nowe i to w świecie gęstym jak nigdy, jeśli uświadomić sobie, że wiek temu świat liczył 1,65 miliarda ludzi, a teraz, zaledwie 100 lat później, jest nas 7,65 miliarda.


Obecna burza w społeczeństwie polskim wokół "Kleru", to tylko jeden z symptomów tych zmian. Pewnie, jak to u nas, żeby się doczekać większych zmian, trzeba się liczyć z poślizgiem, ale tak czy tak średniowiecze definitywnie odchodzi w przeszłość, w erze informatycznej plagą mogą być fejki, ale zakłamania utrzymać się nie da. Wszelka informacja w końcu wycieknie, pewnie prędzej niż później. I dobrze, może będzie mniej tak nieszczęsnych losów, jak te przedstawione w filmie**.



"Kler" jest oczywiście filmowym dziełem fikcyjnym wyreżyserowanym przez Wojciecha Smarzowskiego, to dzieło artystyczne reżysera i jego zespołu, nie dokument, więc takie czy inne uwagi w recenzjach powinny odnosić się do fikcji, a nie nadmiaru lub braku jakichś faktów, jakby chodziło o dokument. Znamienne, że autorami scenariusza jest ateista Smarzowski i ewangelik Wojciech Rzehak, zdjęcia wewnątrz kościołów nakręcane były w Czechach, bo w naszych kościołach by się pewnie nie udało, śpiewający wierni w kościele to głównie Ukraińcy, bo tych udało się jako statystów zwerbować... 




Aktorzy są znakomici, innych Smarzowski nie zatrudnia: Robert Więckiewicz to ksiądz Trybus, Arkadiusz Jakubiak - ksiądz Kukuła, Jacek Braciak - ksiądz Lisowski, Janusz Gajos - Jego Ekscelencja Ksiądz Arcybiskup Mordowicz (w jednej ze scenek z nim fenomenalny Stanisław Brejdygant - ksiądz Teodor); są i znaczące role kobiece, które w recenzji celowo pominęłam, żeby pokazać świat bez kobiet lub z kobietami na drugim planie: Joanna Kulig - gosposia - i nie tylko gosposia - księdza Trybusa, Iwona Bielska - wierna parafianka, Katarzyna Herman - dziennikarka, której się nie udaje opublikować demaskującego Kościół artykułu... Są też aktorzy grający dorosłe ofiary pedofilii oraz wykonawcy ról dziecięcych. Cała obsada robi ten film.




Przypisy:
[1]: "Trybus", "trybik" w ogromnej machinie... Symbolika w filmie, niby oczywista, ale jednak warto się nad nią zatrzymać. Psycholog Małgorzata Talarczyk pisze:

 

Same nazwiska bohaterów rysują wyraźną kreską postacie, choć może te nazwiska są zbyt oczywiste? Mordowicz - morduje (likwiduje), zamiata pod dywan wszystko i wszystkich, co mu przeszkadza, zarówno żywych, jak i szczątki zmarłych. Lisowski - wiadomo czego po "lisie" można się spodziewać, nawet gdy wpadnie w sidła, to ranę potrafi na swoją korzyść wykorzystać. Trybus - z jednej stronie funkcjonuje zgodnie z trybem, a z drugiej w połowie filmu nagle zmienia tryb życia... No i Kukuła - "robi hałas", podrzuca kościelnym dygnitarzom "jajka", ale nikt się nimi nie chce zająć? Ostatnia scena z Kukułą, zarówno symbolicznie jak i wprost, mówi o tym, czego nikt nie chce słuchać, a on ma dość... Jest w filmie pies, jego symboliczna rola też chyba dość czytelna. To dygnitarski pies, jest karmiony, wyprowadzany na spacery, ale nigdy nie pogłaskany... Ten pies jest łącznikiem między zamkniętym hermetycznie życiem, a kontaktem ze światem zewnętrznym, ale kontakcie tylko "na uwięzi" i tylko poprzez młodych księży...


[2]: Na fejsbuku pojawiała się recenzja, która robi furorę wśród internautów. Jej autorem jest Czarek Söchacki. Zapytałam go, czy mogę dołączyć jego recenzję do swojej, ale nie odezwał się, pewnie zasypywany takimi pytaniami, bo recenzja ta zatacza coraz szersze kręgi. Cytuję ją w całości w oryginale, ale tylko tutaj, w przypisie, nie rozsyłam jako osobny artykuł. Panu Söchackiemu posyłam link - jeśli nie zechce być na Sofijonie, usunę jego recenzję, ale mam nadzieję, że tak nie będzie, jego opinię o filmie naprawdę warto rozpowszechniać. Reszta informacji w przypisie pod linkiem.



[3]: SWOR - Stowarzyszenie Wszechnicy Oświeceniowo-Racjonalistycznej to krakowska organizacja, która powstała po rozwiązaniu się krakowskiego oddziału PSR-u, Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistycznego (jak do tego doszło, opisuję w artykule "O MEMRI" czyli Dlaczego Oddział PSR-Kraków de facto nie istnieje"). SWOR, do którego i ja przynależę, organizuje różne spotkania, debaty i akcje, a także (współ)organizuje coroczne Dni Świeckości. A w ramach Dni Świeckości różne wydarzenia. We wrześniu 2013 gośćmi debaty byli: nasza koleżanka dziennikarka Agnieszka Zakrzewicz prosto z Rzymu ze swoimi książkami "Głosy spoza chóru" i "Watykański labirynt" i holenderski dziennikarz Ekke Overbeek ze swoją świeżo wtedy wydaną książką "Lękajcie się". Debata nosiła tytuł "Kościół wątpliwy moralnie" a sfilmował ją Adam Manterys.

W tym roku członkowie SWOR-u byli wspólnie na premierze "Kleru", w piątek, 28 września 2018 w krakowskim kinie Agrafka. Po filmie odbyła się dyskusja o pozycji księży w dzisiejszym społeczeństwie polskim, postrzeganiu kleru zarówno przez osoby religijne, jak i areligijne, z zaproszonymi gośćmi, którą jak zwykle sfilmował Adam Manterys. Udział wzięli: Monika Szymańska (psycholożka, SWOR), dr Radosław Tyrała (socjolog - Wydział Humanistyczny AGH), Anita Piotrowska (filmoznawczyni, "Tygodnik Powszechny"), Adam Jaśkow (prowadzenie, SWOR, który też na gorąco - i na szybko - napisał swoja recenzję pt. "Cały ten kler..."). Seanse i dyskusje organizowane są wspólnie z DKF Rozpięci. DKF Rozpięci jest członkiem Polskiej Federacji Dyskusyjnych Klubów Filmowych, a jego działalność współfinansuje Filmoteka Narodowa - Instytut.




[4]: I bardziej dobitny, dosadny i - nomen omen ;) - dopiekły tekst o "Klerze". Ziemowit Szczerek w recenzji pt. "Jaki kler, taki antyklerykalizm" na portalu krytykapolityczna.pl pisze: 

W filmie Smarzowskiego w ogóle bowiem nie ma religii.


Nie ma boga, nie ma dogmatów wiary, nie ma katolickiej filozofii. Nie ma nic, jak u pewnego biednego, wykorzystanego przez lokalnych politycznych ściemacherków, człowieka z Podlasia. Są tylko nadzy ludzie, nadużywający, żałujący, płaczący, cierpiący, wykorzystujący innych.


I, być może, ten ziejący brak jest największym atutem "Kleru".


[5]: Ponieważ na konferencji prasowej dotyczącej "Kleru" na 43. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdynii wspomniano również sprawę Polańskiego, dołączam i ja swój tekst sprzed 10 lat dotyczący tej sprawy przeniesiony na Sofijon a napisany pierwotnie dla portalu racjonalista.pl. pt. "Polańskiego taniec z furiami". Przy okazji, również na Racjonaliście, jest moja recenzja filmu Wojciecha Smarzowskiego "Dom zły".

zapisz jako pdf
zapisz jako doc (MS Word)
drukuj

KOMENTARZE

Grudzień
Pn
Wt
Śr
Cz
Pt
So
N
26
27
28
29
30
01
02
03
04
05
06
07
08
09
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
01
02
03
04
05
06